4 lata i tydzień. Czas nieubłagalnie płynie.
A niedziela była deszczowa, naznaczona ciężkimi chmurami i wiatrem. Lokalny
car boot sale skromny. A skromne efekty poniżej.
Cztery talerzyki deserowe
Paragonu oraz taka oto puszeczka, z sygnaturą z Francji. Chwilowo bez przeznaczenia.
Sklepy usiane dekoracjami świątecznymi. Wiem, jest wcześnie, nawet nie zaczęłam jeszcze o Świętach myśleć... No, ale łosiu do domu przyjechał. Butelkowa zieleń mnie urzekła.
Dobrego dnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz